środa, 24 lutego 2010

... w oczekiwaniu na cud


Właśnie wróciliśmy z Krakowa. Kreślę naprędce kilka słów, bo wiem, że trzymaliście kciuki i czekacie z niecierpliwością na informację(za wszystkie komentarze, za maile i esemesy od was kochani– dziękujemy). Badanie przełożono nam z ósmej rano na godzinę 16.00. Zadzwonili do nas na szczęście wcześniej i uprzedzili, żebyśmy nie jechali do USD skoro świt. Dla małego był to dodatkowy stres – jechał z pustym żołądkiem (min. 6 godzin przed badaniem nie wolno nic jeść).
W kapsule zachował się wzorcowo. Stałam obok i trzymałam go za nóżkę, a on wyleżał dzielnie pół godziny w kakofonii różnych dźwięków, którymi go zewsząd „atakowano”.
Kiedy sekwencje się skończyły do pomieszczenia wszedł technik, który to badanie wykonywal i przeprowadził ze mną następujący dialog.
Zapytał: „Czy mały miał coś z tym uchem robione?”
Widząc moją konsternację, bo nie bardzo wiedziałam o co mu dokładnie chodzi, dookreślił:
„No czy miał jakiś zabieg chirurgiczny w uchu, czy to była TYLKO chemia?”. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że Igorek nie miał operacji i podawany był tylko chemioterapii. Pan nic więcej z siebie nie wydusił, a jak zapytałam o wynik RM nabrał wody w usta, ale uwierzcie – ten lapidarny komunikat, o tej TYLKO (!) chemii, która coś tam w głowie Igorka podziałała i pozmieniała, (jak wierzymy i domniemamy- na plus!) bardzo nas uskrzydlił. Jakby ktoś uchylił długo zamknięte drzwi. Boję się głośno cieszyć, żeby nie zapeszyć, ale uwierzcie - serce mi o mało nie wyskoczyło z radości na widok szczerze zdziwionego Pana... Oby te przeczucia się spełniły. Obyśmy znów doczekali się cudu...
Wyniki RM będą być może w piątek. Może będzie to najpiękniejszy piątek naszego życia? Tak bardzo w to wierzymy. Może po tej ciemnej nocy w końcu wyjrzy slońce?
Igorek po badaniu zjadł barszczyk czerwony i całego fileta z kurczaka. Uszy mu się trzęsły jak pałaszował zaległy obiadek. A dumny byl z siebie, że hej!. Wracaliśmy do domu w fantastycznej atmosferze. Już dawno nie było nam tak lekko i radośnie.
PS.
We wtorek byłam na magicznym kameralnym koncercie w Miejskim Gimnazjum nr 2. Marcin Boiński zaśpiewał piosenkę, której słowa utkwiły mi w pamięci. To było takie moje ciche pragnienie związane z dzisiejszym rezonansem.
„Niech stanie się tak, jak gdyby nigdy nic nie było”.
Niech stanie się tak. O ten cud modlimy się od ósmego stycznia. Każdego dnia.

8 komentarzy:

  1. A w tej modlitwie nie Jesteście sami....

    OdpowiedzUsuń
  2. No i sie poryczalam! ;) Kochani! bo cuda sie zdarzaja!!! Sciskam Was cieplo!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja wierzę, że wygramy! nie - wygracie, tylko WYGRAMY, bo wszyscy walczymy! jedni trzymają małego za nóżkę :-) a inni za paciorki różańca w kościelnej ławce!
    Pani Moniko! Będzie dobrze!
    Joanna K.

    OdpowiedzUsuń
  4. Żaden dzień nie jest podobny do drugiego, każde jutro kryje w sobie cud, magiczną chwilę, która burzy stare światy i tworzy nowe gwiazdy.Igorku tak trzymaj jestesmy z Toba i wierzemy w cuda:))pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Musi być dobrze. Igor to mój bohater. A wy Moniko i Albercie jesteście dla mnie wzorem rodziców.

    OdpowiedzUsuń
  6. W czwartek miałam rezonans w Krakowie.Chciałam podziękować Igorkowi ,bo dzięki myślom o nim wyleżałam pomimo bólu.Jak taki mały dzielny chłopczyk potrafił bez usypiania i dłużej.To ja też muszę.Mocno ściskam.

    OdpowiedzUsuń